Niedługo nadejdzie czas, gdy sprzeczność między samowolnym dążeniem ludzi a wypełnianiem powszechnego prawa Boga wybuchnie w jawny konflikt. W nieświętym sięganiu po tajemnicę samego życia, w którym zaangażowanym naukowcom całkowicie brakuje czci, zostały przekroczone granice, czyniące boską interwencję nieuniknioną. Kiedy dokona się sąd, a my nie spełnimy nawet minimalnego wymogu, cały nasz wysiłek i pragnienie okażą się daremne – wówczas razem zginiemy w płomieniach nieświętego ognia. Albowiem tak jak siedmioraki święty ogień uświęca człowieka szczerego sercem i dążącego ku górze, tak niszczy człowieka, który nie zrozumiał lub zlekceważył znaki czasu.
Możecie uważać nas teraz za proroków nieszczęścia, lecz sami wiecie, co dzieje się na świecie! Zaprawdę, minął czas, gdy człowiek pragnący poważnie kroczyć duchową ścieżką mógł jednocześnie „uszczknąć sobie odrobinę” materii, myśląc, że to niewinne. W tej wybuchowej epoce żadne jej ziarenko nie jest niewinne! Materia przeniknęła wszędzie, a prana Boga może być odnaleziona jedynie w czystych, chronionych i uświęconych źródłach.
Zrozumcie to dobrze, przyjaciele, zrozumcie to bardzo dobrze! Nie chodzi tu o to, że możecie zająć takie stanowisko: „Poczekajmy jeszcze i zobaczmy, co się stanie, spokojnie poczekamy”. Nie! Światło narodzi się w wyniku zmagań wypływających z czystego pragnienia i to właśnie jest samourzeczywistnienie, to jest Wielkie Dzieło. To jest Misterium Magnum.
Źródło: Uwalniająca ścieżka Różokrzyża, holenderskie wydanie I Rozdział VIII:Nowe niebo i nowa ziemia.
Od niesprawiedliwości do sprawiedliwości
Ktoś mnie pyta: „Powiedz, czy wiesz, co to jest letarg?”
Zaglądam do słownika i czytam: „chorobliwa senność, połączona z otępieniem i mentalną bezwładnością”.
Tak, czasem również zastanawiam się, czy świat nie pogrąża się w takim stanie ducha.
Czy wszyscy razem nie ugrzęźliśmy w czymś, z czego nie potrafimy się już wydostać?
Wygląda na to, że pozwalamy, by wszystko po prostu się działo.
Może jesteśmy już zmęczeni wizjami nadchodzącego nieszczęścia? A może utraciliśmy zdolność obrania innej drogi? Zdaje się działać jakaś siła, wobec której jesteśmy bezradni. Tyle przeciwnych impulsów, tyle zamętu, tyle interesów, tyle niesprawiedliwości. Czy człowiek naprawdę może to wszystko tak po prostu znosić?
Czy więc nie ma sprawiedliwości?
Cóż, sprawiedliwość… Czy ja w ogóle mam jakieś prawa?
Czy mam prawo do życia? Zdaje się ono kurczyć…
Ale… czy naprawdę żyjemy?
Czy nie jesteśmy raczej zajęci przeżywaniem, egzekwowaniem naszych praw, zajmowaniem najlepszych pozycji — tak bardzo, że na prawdziwe życie nawet nie starcza nam miejsca?
Czym jest prawdziwe życie?
Czy nie zaczyna się od zrozumienia, po co tu jestem?
Od odkrycia: kim naprawdę jestem?
Jeżeli wciąż na nowo stawiam sobie to pytanie i badając się bezlitośnie, dogłębnie, mogę oprócz znanego „ja” spotkać także coś z mojego wiecznego, ponadczasowego Ja…
Ale po czym je rozpoznać?
Skąd mam wiedzieć, kiedy moje tymczasowe, małe „ja” określa moją świadomość, a kiedy moja wieczna Jaźń naprawdę dochodzi do głosu?
Co jest Prawdą?
Zdarzyło mi się doświadczyć momentu wewnętrznego wglądu — to był tylko przebłysk, impresja… ale tak niezaprzeczalnie prawdziwa, że nic nie zdoła już wyrwać tej wizji z mojej świadomości. W najgłębszej części duszy odczułem: To jest prawda. Tak właśnie musi być.
Być może to wtedy usłyszałem głos mojej prawdziwej Jaźni.
Pojawił się — i znów zniknął. Nie potrafię go przywołać, ale jestem pewien, że go doświadczyłem.
I nie musiałem nic robić.
To było jak dar, po prostu wlany we mnie…
Czy to nie jest sprawiedliwość? Że bez oczekiwań, a jednak jakby dzięki łasce, zostałem wewnętrznie poruszony? Nie jako zasługa, lecz dlatego, że niejako przysługuje mi prawo, by za tym podążać.
Szukaj sprawiedliwości!
W Kazaniu na Górze czytamy: „Szukajcie najpierw Królestwa Bożego i Jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane”.
Mogę pozostać ukierunkowany na to — na nowy impuls, na nowy łyk z kielicha zbawienia.
Bo wiem, że to jest prawdziwe. To więcej warte niż wszystko, czego moje tymczasowe, śmiertelne „ja” mogłoby doświadczyć.
A ja staję się cierpliwy, wytrwały, uważny…
Czy dane mi będzie jeszcze przeżyć chwile takiego wglądu?
Nie wiem.
Nie wiem też, kiedy to się stanie. Nie mogę tego wymusić.
Ale w gruncie rzeczy jest to jedyne, czego naprawdę pragnę — owo jedyne konieczne.
Wszystko inne dostraja się do tego pragnienia.
Cała praktyka mojego życia zaczyna jakby sama z siebie dostrajać się do tej nowej (a właściwie pierwotnej) prawidłowości.
Nie do jakiegoś prawa zewnętrznego, lecz do prawa płynącego z wnętrza.
Prawa wewnętrznego.
Niezawodnego, głębokiego, wewnętrznego poznania.