Obejmuje nas łuna zmartwychwstania, i to, co wielu uważało za intensywne cierpienie, jest oczyszczającym trawiącym płomieniem, który wypala wszystko, co nieświęte, i otwiera przed nami ścieżkę prowadzącą w górę.
Jeśli potraficie to wszystko zrozumieć i naprawdę posiadacie wiarę, wiarę, która może przenosić góry, która jest też pewną wiedzą, to wszyscy jesteście dziećmi Boga. I wówczas owe trzy płomienie odnowy, o których mówiliśmy w tych dniach, przyjdą wam z pomocą w chwilach waszej ewentualnej słabości, czyniąc was silnymi, gdyby groziło wam popadnięcie w bezsilność. I one sprawią, że dokonacie przezwyciężenia.
Zrozumcie to dobrze, przyjaciele, zrozumcie to bardzo dobrze! Nie chodzi tu o to, że możecie zająć takie stanowisko: „Poczekajmy jeszcze i zobaczmy, co się stanie, spokojnie poczekamy”. Nie! Światło narodzi się w wyniku zmagań wypływających z czystego pragnienia i to właśnie jest samourzeczywistnienie, to jest Wielkie Dzieło. To jest Misterium Magnum.
Źródło:Potężne znaki Boskiej Woli Rozdział:Nowe niebo i nowa ziemia
Od zmagania do pokoju
Czy znasz tę wiarę, która potrafi przenosić góry? W istocie nie ma ona nic wspólnego z twoim osobistym „ja”, lecz wyrasta z głębokiego zaufania do tego, co niepoznawalne. Wierzysz i wiesz, że Boska siła, ukryta przed zmysłami, działa poprzez ciebie — że jesteś jej narzędziem — i oddajesz się jej. Oczywiście nie zawsze udaje się trwać w takim pełnym poddaniu. Wciąż pojawia się nasze „ja”, które również chce zabrać głos.
Jeśli potrafisz uważnie obserwować samego siebie, wyczujesz wyraźnie moment, w którym twoje „ja” zaczyna ingerować. Najczęściej wprowadza ono ruch wahadłowy — jest zmienne, niestabilne, niespokojne. Dlatego doświadczasz różnych emocji. Ono zawsze staje między nami a światłem, między nami a tym, co niepoznawalne, między nami a Bogiem.
Kiedy jednak potrafisz pozostać w poddaniu, ten ruch stopniowo zanika, a ty stajesz się coraz bardziej wyważony i spokojny. Odkrywasz wewnętrzną ciszę i prawdziwy pokój. Nie oznacza to, że rzeczy przyjemne czy trudne przestają się wydarzać — one nadal się pojawiają. Jednak nie poruszają cię już tak głęboko. Nie znaczy to również, że stajesz się „zimny jak lód”. Przeciwnie — stajesz się bardziej współczujący, bo znając własne zmagania, potrafisz rozpoznać je również u innych.
Wznoszenie się ze świata materialnego ku światu duchowemu wiąże się z intensywną walką. Jednak gdy znamy cel — by znów stać się prawdziwym człowiekiem, wyzwolonym z materii, i w ten sposób wznieść się w świat duchowy — nic nie wydaje się zbyt ciężkie. Wtedy od wewnątrz wiemy, co mamy czynić. Podążamy śladem tych, którzy byli przed nami. A w tym procesie pozwalamy, by wspierał nas płomień Ducha. Ten płomień, ten ogień, wypala wszystko, co nieświęte. Jest to ognisty żar wznoszenia.