„Boska Komedia” Dantego (1265-1321) ukazuje realną drogę do wyzdrowienia, do dalszego rozwoju.
Dantejska wizja piekła, czyśćca i raju nie jest żadnym poetyckim, przypadkowym, fantastycznym snem, lecz żywym ucieleśnieniem całej ścieżki transfiguracji. W „Piekle”, Inferno, Dante przedstawia piekło dialektycznego życia z jego wszelkimi konsekwencjami. „Czyściec”, Purgatorio, Wzgórze Oczyszczenia, ukazuje nam, w jaki sposób nasienie Ducha, podstawa nowego życia, może zostać uwolnione przez obumieranie „istoty-ja”. W „Niebie”, Paradiso, przedstawione jest Królestwo Boże.
Kto studiuje te trzy księgi, dysponując istniejącym w nim jeszcze wewnętrznym uzdolnieniem, ten rozpoznaje w nich czyste odzwierciedlenie Powszechnej Nauki. Jeżeli jesteście ludźmi naprawdę oczytanymi i jeżeli światło Ducha może w was jeszcze wniknąć, to jest prawie niemożliwe, abyście nie pojęli posłannictwa „Boskiej Komedii” i nie zauważyli zawartych w niej skarbów.
W Boskiej Komedii występują trzy główne postacie: Wergiliusz, Dante i Beatrycze. Dante jest walczącym mikrokosmosem, całkowitym systemem, który w pewnym momencie odkrywa, że znajduje się na wygnaniu w dialektycznym świecie, i którego dosięga głos Gnozy. Wergiliusz jest jego dialektycznym „ja”, prawdziwym ego natury, dialektyczną świadomością. Dante, prowadzony przez Wergiliusza, idzie przez piekło i odkrywa ten świat w jego piekielnym stanie, z jego złamaną realnością. Pod przewodnictwem Wergiliusza poeta przedziera się do czyśćca, do świata obumierania ego. Kiedy po wielu trudach i cierpieniach dociera do szczytu Wzgórza Oczyszczenia, Wergiliusz zostawia go samego. Ziemskie „ja”, „ja” tej natury musi umrzeć, nie może wejść do nowego kraju. Jan musi zginąć, gdy ukazuje się Jezus.
Kiedy Wergiliusz znika, ukazuje się przed Dantem Beatrycze. Beatrycze znaczy „Uszczęśliwiająca” i jest ona prawdziwą niebiańską Inną, nową postacią, która ukazuje się wtedy, kiedy ziemskie „ja” znika. Beatrycze to wieczna radość, to wiecznie uszczęśliwiająca Gnoza.
Źródło:Powszechna Gnoza Rozdział 7: Gnoza, poeci i myśliciele
Światłości wieczna, co w sobie zamknięta,
Jedna pojmujesz siebie i pojęta
Kochasz się w sobie, uśmiechasz się do siebie!
Krąg, który, zda się, poczętym był w tobie,
Jak promień światła w źrenicy złamany,
Gdy po nim oczy moje przebiegały,
Zdało się, patrząc, po środku miał w sobie
Nasz obraz własną barwą malowany,
Dlatego wzrok mój w nim utonął cały
Jak geometra, co niespaniem blady
Ślęczy nad kołem do zawrotu głowy
I nie znajduje szukanej zasady,
Stałem się takim na ten widok nowy!
I chciałem widzieć, jak ten obraz społem
Przystał do koła i złączył się z kołem;
Lecz tam nie mógłbym wzlecieć skrzydłem własnym,
Gdyby nie duch mój rażon światłem jasnym,
W którym już jego żądzy nic nie drażni.
Tu mdleje siła mojej wyobraźni;
Lecz chęć i wola jako potoczone
Koła zarazem w kolej swojej jazdy,
Przez miłość w inną zwróciły się stronę,
Miłość, co wprawia w ruch słońce i gwiazdy.
(Fragmenty „Boskiej komedii” w przekładzie Juliana Korsaka)
Ten hymn radości z opisanego przez Dantego Alighieri Raju mówi o szczęściu, które może zostać osiągnięte. U podstaw całego przejawiającego się życia leży porządek wypływający ze źródła wszelkiego istnienia. Jest nim święta trójca: duch, dusza i materia. Święta — ponieważ przeznaczona jest, by stać się całością, jednością.
Tę trójcę Dante uczynił podstawową strukturą Boskiej komedii. Na wielu poziomach opisuje on tę troistość, zawsze jednak w odniesieniu do najwyższej — Boskiej Trójcy, która jest spełnieniem dla każdego.
Jak często Boska komedia bywa interpretowana jedynie przez pryzmat wydarzeń historycznych? Tym bardziej interesująca jest jej interpretacja przedstawiona w Powszechnej gnozie J. van Rijckenborgha, według którego Piekło, Czyściec i Raj stanowią obraz całej ścieżki transfiguracji — procesu przemiany człowieka ziemskiego w człowieka o duszy duchowej. Jest to droga, która czeka każdego człowieka i której odzwierciedlenie znajdujemy w Nauce Powszechnej.
Dlatego Dante już w pierwszych wersach zwraca się także do nas:
W połowie drogi żywota naszego
Nagle się w gęstym obłąkałem lesie.
Już ścieżki prawej oczy nie dostrzegą.
O, jak wyrazić ciężko…słowo rwie się…
Połowa życia to moment, w którym zatrzymujesz się, milkniesz i dokonujesz bilansu tego, co już za tobą. Może się zdarzyć, że uświadamiasz sobie, iż znajdujesz się w ciemnym, nieprzeniknionym lesie — w sytuacji, w której nagle pojawiają się pytania o sens życia, a ty nie wiesz już, co jest prawdą, co jest dobre ani w którą stronę iść.
Myślałeś, że jesteś na właściwej drodze, lecz z czasem się zagubiłeś. Już nie wiesz. Zapomniałeś, o co naprawdę chodzi w twoim życiu. Ogarnia cię lęk.
Bory zaborcze, las dziki i ciemny,
Który wspomnieniem samym trwogę niesie
Tak ciężką, jak strach przed śmiercią nikczemny! —
pisze Dante Alighieri. Lecz wtedy pojawia się góra:
Podnosząc oczy, widzę jej ramiona
skąpane w blaskach onej tej planety,
co nas wprost wiedzie, choć ścieżka zmylona.
Także tutaj pojawia się słowo „nas”. Góra i światło są uniwersalnymi obrazami drogi wyzwolenia z ciemności życia. To właściwy kierunek — jesteś tego pewien i zaczynasz się wspinać. Nie jest to jednak łatwe. Powstrzymuje cię potrójny ciężar; trzy drapieżniki zagradzają drogę ku górze: „zwinna i giętka” pantera, lew i chuda wilczyca. Cofasz się z powrotem w ciemną otchłań. A jednak — choćby na krótką chwilę — ujrzałeś na szczycie promień wiecznego światła. Dotknął cię i rozpalił w twoim sercu mały płomień wiary i nadziei.
Zaczynasz dostrzegać przyczynę tego ciężaru — trzy niższe namiętności obecne w tobie. Żądza przyjemności, zmysłowość, pragnienie uznania — uosobione przez panterę. Pycha, duma i dążenie do władzy — przedstawione przez lwa. Oraz wszelkie formy egoizmu, takie jak chciwość, zazdrość, zawiść, podstęp i zdrada — ucieleśnione przez chudą wilczycę, która nigdy nie ma dość. Cofasz się przed nimi z trwogą.
W tym głęboko przeżywanym zagubieniu przed Dantem ukazuje się w oddali pewna postać. Oznacza to, że zwraca się on ku swojej wewnętrznej mądrości — Wergiliuszowi. Ten wyjaśnia zniechęconemu Dantemu, że na swojej drodze ku górze nie może ominąć trzech zwierząt (zwłaszcza wilczycy), będących częścią jego własnej ludzkiej natury. Nie da się ich pokonać walką ani siłą utorować sobie przejścia. Jeśli jednak będzie gotów podążać za Wergiliuszem, który pomoże mu spojrzeć w głąb własnej, nieuświadomionej otchłani, wówczas pewnego dnia dotrze na wyżyny — osiągnie pełnię, światło boskiej miłości, Beatrycze.
Dante się waha, jest niezdecydowany, ulega małodusznym impulsom; czuje się niewystarczający i niegodny, traci wiarę we własne siły, nie rozumie też, czego się od niego wymaga. Wtedy Wergiliusz mówi mu, że został posłany na prośbę Beatrycze, aby go ocalić. Wergiliusz — jako głos wewnętrznej mądrości — podpowiada: to nie ty wybrałeś tę drogę, lecz to miłość odnalazła ciebie.
Lecz ty dlaczego od rozkosznej góry,
gdzie się u szczytu wszelka radość pieni,
nazad w ten wąwóz cofasz się ponury? —
pyta Wergiliusz.
Ja cie teraz w swoją biorę pieczę.
Pójdź za mną! Ja ci będę przewodnikiem!
Kto pragnie wznieść się wysoko, ten musi poznać mrok swojej doliny. Tylko ten, kto przejdzie przez piekło, odnajdzie niebo. Wówczas rodzi się w nim zrozumienie, że został poznany — że to naprawdę sama boska miłość pragnie przyciągnąć go do siebie. Budzi to w jego sercu wielką tęsknotę i nową siłę.
Tak — teraz odważasz się wybrać drogę poznania i chcesz zgłębić istotę swojej ludzkiej natury: spojrzeć w oczy własnym błędom, zrozumieć przyczyny i skutki swoich działań. Dostrzegasz w sobie to, co pozostaje poza światłem, co działa w tobie bez miłości, i pojmujesz, że szczere poznanie siebie jest konieczne, aby móc zostać oczyszczonym — aby móc wspiąć się na górę oczyszczenia, Purgatorio, Czyściec.
Na tej górze, na ścieżce oczyszczenia, Dante Alighieri pisze:
Na lepsze wody biegnąc, wzdyma płótna
teraz okręcik mojego natchnienia,
gdy topiel za nim została okrutna.
O tym królestwie dziś zawiodę pienia,
gdzie duchy, ziemskie zmywszy pokalanie,
stają się godne wejść w Państwo Zbawienia.
Tutaj poezja zgasła — zmartwychwstanie:
O, święte muzy! Tu wasz jestem cały
i tu Kalliope przy mym boku stanie,
dając mej pieśni taki wtór wspaniały,
jak ten, co niegdyś pognębił
Epiru córy nieszczęsne w ich chęci zuchwałej.
… Łagodne barwy wschodniego szafiru,
łącząc się z jaśnią powietrza przeźroczy,
tak pełnych tchnienia pogody i miru,
słodką pieszczotą koją moje oczy,