„To, co zużyte, stanie się nowe”. To odnowienie dokonuje się w procesie transfiguracji. W ten sposób potwierdza się prawdziwość słów:
„Przy pomocy małego osiąga się „To”. Poprzez duże – oddala się od „Tego”.
I tutaj znowu musicie być ostrożni, by nie zbagatelizować tej wskazówki, przekazanej nam przez Lao Tse w niezwykle lapidarny sposób; odnosi się ona bowiem do absolutnie rewolucyjnego charakteru gnostycznej ścieżki samourzeczywistnienia.
Po to, by stać się „czymś” podług swej prawdziwej natury, trzeba podług starej natury stać się kompletnie pustym. Człowiek musi osiągnąć stan niebycia. Cała kultura królestwa śmierci musi zostać porzucona. Poszukujący musi mieć odwagę maleć. „Poprzez małe – osiąga się To. Poprzez duże – oddala się od Tego”.
Wówczas poprzez stawanie się mniejszym ten Inny będzie mógł rosnąć; wówczas będzie mógł zabrzmieć głos róży serca i nastąpić uroczysty moment spotkania z „Tym”, z Tao. Dlatego, jak mówi Lao Tse, mędrzec zawiera w sobie to jedno i w ten sposób staje się wzorem dla świata. Człowiek urzeczywistniający Janową ścieżkę Różokrzyża staje się rzeczywiście wyjątkowym wzorem dla świata.
Lao Tse opisuje dalej, jak „stawać się małym po to, aby ten Inny mógł rosnąć”:
1. nie świecić samemu światłem, 2. nie cenić samego siebie wysoko, 3. nie pysznić się, 4. nie wywyższać się, 5. trwać w bezkonfliktowości.
Źródło:Chińska Gnoza Rozdział 22.II:Mędrzec staje się wzorem dla świata
Przy pomocy małego osiąga się „To”. Poprzez duże – oddala się od „Tego”.
Te pozornie proste słowa kryją w sobie ogromną głębię. Zejście do „małego” bycia, do ciszy „nie-bycia”, oznacza zwrócenie się ku wnętrzu — ku temu, co jedynie konieczne i prawdziwe: ku światłu, ku Bogu.
Dlatego tak często udziela się rady, by jak najmniej uczestniczyć w hałasie i pośpiechu tego świata, zachować właściwy dystans, czynić to, co konieczne i co jest twoim obowiązkiem, lecz nie wkładać w to całej duszy ani całego życia. Wobec ciężaru i nadmiaru płynącego z zewnątrz — odpuszczać jak najwięcej i zwracać się ku „temu jedynemu”, ku duszy. Do miejsca w sobie, gdzie „ja” zanika i gdzie światło może cię dotknąć.
Mówi się także: żyj biologicznym minimum i „rozpuszczaj” siebie. Nie karm się myślą: „ja to robię” czy „ja tym jestem”. Opróżnij się z poczucia własnej wielkości, pozostaw honor i sławę tam, gdzie są. Stań się pusty jak naczynie i doświadczaj — jak mówi Rumi — „ciała jak glinianego naczynia, które swoją wartość zyskuje przez to, co Bóg w nim składa”.
Wypowiedz słowo „światło”, a zrozumiesz, że jest ono większe, pełniejsze i bardziej przenikające niż wszystko, czym jesteś lub czym kiedykolwiek możesz się stać. Niech to światło będzie twoim drogowskazem. Niech cię prowadzi.
Jest pewna opowieść o królu, który był powszechnie kochany. Zaangażowany w życie swoich poddanych, chętnie podejmował pracę tam, gdzie była potrzebna. Dostrzegał każdego, a jednak zawsze zachowywał godność.
Pewnego dnia jeden z jego poddanych zapukał do bramy pałacu. Chciał zadać królowi ważne dla siebie pytanie: „Królu, jak to możliwe, że żyjesz tak, jak żyjesz?”
Król zaprosił go do środka i powiedział: „Dziś wieczorem wyjawię ci mój sekret. Teraz ciesz się pięknem ogrodu i wszystkim, co moi ludzie mogą ci ofiarować. Proszę cię tylko o jedno: czy możesz przez cały dzień podtrzymywać płomień tej świecy?”
Nastał wieczór. „I jak spędziłeś dzień?” — zapytał król. „Rozkoszowałem się kwiatami w Pańskim ogrodzie, podziwiałem wspaniałe dywany, delektowałem się napojami, które mi przynoszono… a przy tym wszystkim nie zapomniałem o świecy. Płonęła przez cały dzień.”
„To jest właśnie mój sekret” — rzekł król. „We wszystkim, co robię, mówię, rozważam i czego doświadczam, podtrzymuję lampę mojej duszy płonącą w Świetle — w Duchu, który jest Bogiem.”
Gdy pragniesz zanurzyć się w Tao, w Świetle, i doświadczasz, że poprzez umniejszenie siebie „to jedno” otwiera się w tobie bezgranicznie — jak wieczność — stajesz wobec słów: „Bądźcie święci, bo Ja jestem święty” (1 List Piotra 1,16).
Słowa „święty” nie należy rozumieć potocznie — jako określenia kogoś szczególnie grzecznego czy posłusznego. Świętość nie odnosi się do osoby, lecz do tego, co w człowieku nie jest związane z osobowością: do doliny Królestwa, do róży. Oznacza ona życie światłem — które jest miłością — bez własnego blasku, bez wywyższania się, bez stawiania siebie ponad innymi, w stanie bezwalki.
Przyjęcie świętości poprzez uzdrawiający dotyk Tao oznacza także świadomość odpowiedzialności wobec wszystkich ludzi. Ten bowiem, kto jest uświęcony, może uświęcać innych.
Gdy wkraczasz w dolinę Królestwa — Królestwa Światła i Miłości — świat, choć niedoskonały, staje się bogaty i piękny, ponieważ składa się z niezliczonych okazji do kochania. W ten sposób mędrzec, poprzez świętość, staje się wzorem dla świata.