Zamieńcie cień w Światło!

„Otóż, kto mówi – piękne,
stwarza jednocześnie - brzydkie,
kto mówi - dobre
stwarza jednocześnie - złe.
Istnienie powoduje – nieistnienie,
zagmatwanie powoduje – prostotę,
wysokie powoduje – głębokie,
głośne powoduje – ciche,
pewność sprawia - niepewność:
teraz sprawia - kiedyś.
Zatem także powołany:
jest dzielny, nie pracując,
mówi, nie mówiąc.
Ma wszystkie rzeczy w sobie,
ujęte w jedności.
Tworzy, ale nie posiada.
Spełnia życie, nie oczekując żadnego
powodzenia.
Ponieważ nie pragnie,
nigdy nie cierpi z powodu straty”.
 
Lao – Tse
 
 
(…) Nie ma tez żadnego sensu walka przeciwko złu. Sens ma tylko zwracanie uwagi na to, co dzieli, co rozróżnia. Przy tym rozróżnianiu nawet Boga przeciwstawiliśmy diabłu, mimo że Bóg nie może mieć żadnego przeciwnika, ponieważ w Bogu jest wszystko, a więc także diabeł. W Bogu nie ma dwoistości, żadnej biegunowości, on jest Jednią. Zbawieniem od grzechu jest osiągnięcie jedności. Dla człowieka, który próbuje uniknąć połowy rzeczywistości, nie jest możliwe osiągniecie tej jedności. To więc czyni drogę do jedności tak trudną, ponieważ dwoistość musi być zniesiona w sobie samej. Człowiek musi nauczyć się stać poza dobrem i złem: po pierwsze w sobie samym, po drugie w stosunku do innych ludzi, po trzecie w stosunku do świata. Człowiek nie może tylko troszeczkę odejść od tej dwoistości, ale musi to uczynić całkowicie. Należy totalnie wystąpić z tego świata dobra i zła. Świat dobra i zła jest ciemnością. Tę ciemność musi przejść w poprzek każdy szukający światła. Trudny egzamin, który każdy musi sam zdać, nie oznacza ponoszenia ciężkich strat, ofiar, lecz jest zawsze konfrontacją z własnym cieniem. Polega ona na przygnębiającym uczuciu, że wszystkiemu, co się kiedyś odrzuciło, trzeba spojrzeć w twarz.
 
Twarz i ręce są jedynymi nieosłoniętymi częściami ciała. Komuś, albo czemuś spojrzeć w twarz, znaczy, widzieć je odsłonięte, widzieć je takimi, jakimi są. To znaczy spostrzegać i rzeczywiście pojmować. Przyjmować własnymi, gołymi rękami, oznacza: więcej nie odrzucać, rozdzielone złączyć, nieprzejednane pojednać. Wtedy rozpali się miłość, a bez miłości nie ma żadnego życia. W miłości, która jest jednością, zawarte jest darowanie winy, w niej zniknie ukryte napięcie wynikające z rozdzielenia, wyłączenia, a przez to przeminie śmiertelna trwoga.
 
Przyjmować zło, jako własną biegunowość i dwoistość wymaga odwagi. Odwaga jest siłą. Chodzi tu jednak o odwagę bez walki, 
o spokój. Oznacza to zdobycie się na taką odwagę, aby wytrwać 
w równowadze bez zadośćuczynienia. Któż może stwierdzić, że może poznać własną winę? Przyjąć coś, przeciw czemu broniliśmy się, co przed sobą samym określaliśmy i odczuwaliśmy jako zło - oznacza nie iść już za własnymi myślami, oznacza spojrzeć na siebie z dystansu i odstawić swoje ja. Stracić swoją twarz, swoją osobowość, swoje posiadanie. Zostaje przydana własna wina znajdująca się w nas samych i poza nami, która zawsze powstaje przez dwoistość. Jeżeli się zło oddziela od dobrego, musi się zła unikać. Jeżeli tego nie czynimy, jesteśmy winni. W dwoistości jesteśmy wszyscy bez wyjątku dłużnikami, grzesznikami. Ta wina musi zostać przyjęta. To jest dla człowieka najtrudniejsze. Człowiek pozoru nie potrafi tego, ponieważ w ten sposób musiałby się przyznać do swojej małości, a być małym znaczy, stracić swoje znaczenie, swoje grupy, swoje wyniki, swoje normy, porzucić swe mocne stanowiska. Nie, tego nie potrafi upadły człowiek.
 
Jedność w nim, to, co nie może upaść, pędzi go jednak do pełnego życia. Nie ma człowieka, który nie kocha życia. Życie postępuje tylko jednym strumieniem. Tym strumieniem jest prawda, to jest jedyna droga do życia. Nieprawda prowadzi do śmierci, do cienia, do niezgody. Szukaj prawdy. W Ewangelii Tomasza, na pisano: „Jeżeli szukacie, nie powinniście przestać szukać aż nie znajdziecie. A jeśli znajdziecie, będziecie wstrząśnięci, a skoro będziecie wstrząśnięci, będziecie się dziwić i będziecie panować nad całym wszechświatem”.
 
 
Tak, na tej drodze będziecie wstrząśnięci, zaniepokojeni i przerażeni. Będzie Wam zabrany spokój i oparcie, a przez utratę tego oparcia spotkacie się z Waszą jaźnią, która tę podstawę spokoju stworzyła jako namiastkę, jako obronę przeciwko temu, czego nie przyjmujemy. Jesteśmy aż do krwi niewolnikami tej namiastki, tych surogatów, one przeszkadzają nam widzieć prawdę. Przez pewien okres czasu te namiastki dają nam satysfakcję. Ofiarowują nam w czasie i dwoistości uwolnienie, a ponieważ wtedy jesteśmy czasowo, chwilowo uwolnieni, nie szukamy dalej. Zaspokajamy nasz głód, sami siebie uspokajamy, ale nie ma rzeczywistego spełnienia, nie ma prawdziwej wolności. Napięcie drga pod skórą, w każdym włóknie, następnie jako wewnętrzny ucisk, który wzmaga reakcje unikania i tłumienia, a tu nie może się już wyładować inaczej, jak tylko poprzez gwałt, niepokój, trwogę, przywary i wady. Napięcie objawia się także i z innej strony, w przeciwstawnym znaczeniu: w zajmowaniu się walką o ideały, humanizm, cnotę, itd., gdyż napięcie jest energią, a energia prowadzi do ruchu. Energia musi płynąć, a przy pomocy energii możemy konkretyzować swoje wyobrażenia, nadać im postać i wyrazić je. Wszystkie możliwe systemy powstałe w dwoistości, noszą także oznakę nierówności, ponieważ zrodziły się z myśli i uczuć, które wypadły z jedności życia. Dlatego jesteśmy niewolnikami dwoistości, czasu i śmierci. Jest tym przeniknięte nasze myślenie, nasze czucie, po prostu nasza świadomość.
 
Niewolnik jest wyzyskiwany i manipulowany. Niewolnika można wykorzystać do ostatnich granic. Niewolnik jest ciągle uciskany i nie jest wolny. Żyjąc jest umarły. Niewolnym być, oznacza już więcej nie szukać. Niewolnym być, oznacza nie dopuścić prawdy, pozostać niewolnikiem, być zadowolonym z namiastki życia i pogodzić się ze swoim stanem, a ze strachu, wygodnictwa i zaślepienia tkwić w miejscu.
 
Szukający światła szuka Życia, szuka tylko Światła. Światło jest wszędzie, w nim i poza nim. Szukający światła szuka tylko jednego połączenia, połączenia ze światłem. Nie pozwala się zatrzymać przez żadne inne więzy, ponieważ każde zatrzymanie się, każdy bezruch, każda forma może prowadzić do niewolnictwa: pieniądze, moc, wpływy, znajomości, godności, zadowolenie, jedzenie, asceza, religijne obrazy myślowe, powszechne obrazy myślowe itd. prowadzą do niewoli. Cokolwiek by to było, wszystko może prowadzić do niewolnictwa, i znów możemy zaniedbać się w uwalnianiu się od naszej niewoli. Niewolnictwo jest tchórzostwem, które nas wstrzymuje od dążenia do prawdziwego życia. Niewolnictwo jest brakiem. W niewoli, w niewolnictwie niedostatek rzeczywistości zostaje zastąpiony przez wyobrażenia myślowe.
 
Rzeczywistości nie musi się zastępować. W Rzeczywistości nie ma żadnego braku, gdyż jest w niej wszystko obecne i wszystko możliwe. W Rzeczywistości niczego się nie wyłącza, w niej wszystko jest Światłem. Szukający światła jest na drodze do tego wszystkiego, to, co spotka w drodze przeżywa całkowicie. Żyć w pełni, oznacza być jednym z wszelkim życiem. Każde zdarzenie jest możliwością, zaproszeniem do prawdy. Poprzez każde zdarzenie, przez każdego człowieka możemy poznać siebie samych. Zawsze, ciągle, widzimy nasze reakcje jak w lustrze.
 
Warunkiem takiego spostrzeżenia jest jednak niepodzielna uwaga. Uwaga musi być skierowana do wnętrza, na reakcje we własnej istocie i wtedy rzeczywiście widzi się odbicie tych reakcji w innych, przez to, co się zdarza. I nie wolno przy tym zatrzymywać się, niezależnie od tego, jakiekolwiek by to były reakcje. Nie należy się z tym wiązać, ani z dobrem, ani ze złem, ale trzeba iść dalej. Uczenie się, oznacza akceptowanie i dalsze kroczenie, niezatrzymywanie się w poszukiwaniu, przyjęcie każdego wyzwania, jakie nam rzuca życie. Życie jest wszystkim, zawiera wszystkie możliwości. Dlatego nigdy nie jest osiągalne, nie ma początku i nie ma końca. Nie wiążcie się, nie pozwólcie się niczym zniewolić, gdyż jest to bezruch, spoczynek, a życie jest wszystkim. Życie jest ruchem, ruchem poruszającym cały byt. Ponieważ Życie nie wyłącza, ale wszystkiemu istniejącemu daje tchnienie życia, jest życiem, miłością.
 
Bez tej miłości jesteśmy niczym. A dlaczego? Tu zbliżamy się do głębokiego misterium Chrystusowego. Śmierć na krzyżu jest pojednaniem, pojednaniem się przeciwników. W drodze krzyżowej będzie wszystko przebaczone, cała wina będzie darowana, nie przez oddzielenie, ale przez stopienie, przez połączenie ze wszystkim, co było oddzielone. I to jest miłość: wszystko przyjąć. W miłości nie ma dualizmu, żadnego za i przeciw. Miłość jest życiem. Życie jest miłością. Życie i miłość są jednym. W tej miłości wstąpienie Chrystusa do piekieł, jest rozumiane jako zmartwychwstanie siły Światła z serca tej ziemi. To światło miłości doprowadza diabła do Boga. Materia i duch stapiają się w jego sile, w nim może wszystko zginąć. Początek każdego nowego życia jest przeto także życiem w jedności: miłością.
 
Oto posłannictwo naszej ery. Posłannictwo to wibruje w eterach naszej planety, jest napędem życia. Umieraj śmiercią krzyżową, pozwól umrzeć całej dwoistości. W umieraniu nie pozostaje nic ze starego, nic! Skoro nic nie pozostaje, istnieje więc tylko życie - Światło, nie ma żadnego cienia, nie ma żadnej śmierci. O człowieku-ja nie ma już więcej mowy, wzniósł się do jedności. Nowonarodzona dusza i światło to jedno, nie ma w niej żadnego cienia. Chrystus zstąpił do piekieł, spojrzał w twarz szatanowi, przyjął go własnymi rękami i doprowadził do Ojca wszelkiego życia. Uczynił to faktycznie. To jest miłość: własny cień zamienić w światło. Skonfrontujcie swoje własne ja z jego wykluczeniem, tak, aby ostatecznie zniknęły wszelkie identyfikacje i wszelkie projekcje. Jest to jednocześnie końcem ja, końcem cienia. Rzeczywistość, prawdziwa jaźń, wypełnia wtedy formę, ciało. Forma jest wtedy związana ze źródłem miłości i w każdej innej formie widzi tę samą możliwość miłości.
Dlatego Lao-Tse mówi, że powołany wypełnia życie, ponieważ wszystkie rzeczy zawiera w sobie.
 
Pentagram 3 / 1986
Kategoria: