W poszukiwaniu sensu życia

Jeka, bogaty właściciel ziemski, pod koniec życia pełnego sukcesów odkrywa, że właściwie nie miało ono żadnego sensu. Postanawia więc znaleźć siły i możliwości, dzięki którym będzie mógł pomóc swoim bliźnim we właściwy sposób. Porzuca swą wysoką pozycję i wyrusza w świat jako żebrak.

Po kilku latach dociera do ubogiego klasztoru położonego pośród pustyni, gdzie mieszka mistrz Taptuk ze swoimi uczniami. Mistrz jest ślepy. Wodząc dłońmi po twarzy żebraka obiecuje mu poznanie prawdy. „Ta prawda, mój synu, będzie ci ujawniana stopniowo. Na razie nie mam dla ciebie nic innego jak tylko zamiatanie wewnętrznego dziedzińca. Zamiataj go siedem razy dziennie."
Jeka, pełen wdzięczności, bierze się do dzieła i sprząta dziedziniec bardzo gorliwie siedem razy dziennie. I co dzień widzi, jak niewidomy Taptuk idzie pod rękę z żoną, za nim zaś podążają uczniowie do domku, w którym mistrz naucza.

Tak mija rok. Jeka, przyzwyczajony do działania i sukcesów, robi się przy ciągłym zamiataniu podwórza coraz smutniejszy. Lecz pewnej nocy budzi się z myślą: „Mistrz chce mnie nauczyć pokory!". Cały uszczęśliwiony podejmuje więc następnego ranka pracę, ale teraz śpiewa podczas zamiatania, a melodie i słowa same rodzą się w jego istocie.

Płyną lata. Jeka popada w coraz większą rozpacz. Każdego dnia widzi jak mistrz i jego uczniowie przechodzą obok, śmiejąc się. Nawet na niego nie spojrzą. Nie powiedzą ani jednego słowa!

Pewnej nocy więc, po piętnastu latach oddanej pracy, Jeka postanawia odejść, czuje się całkowicie opuszczony i rozczarowany. Pierwszego dnia na pustyni serce jego jest pełne radości: „Teraz mogę robić, co zechcę!". Drugiego dnia jednak czuje głód i pragnienie. A na trzeci dzień jest już tak wyczerpany, że kładzie głowę na kamieniu, aby spokojnie umrzeć...

Gdy tak się układa, spostrzega w oddali namioty, wielkie kolorowe obozowisko, pośrodku którego wznosi się dym z wielu ognisk. Zbierając ostatnie siły idzie potykając się, aż dociera do wielkiego okrągłego namiotu, w którym dokoła suto zastawionego stołu siedzi wielobarwna kompania. Zostaje serdecznie przyjęty, dostaje jeść i pić, ile tylko zapragnie. Nasyciwszy się, Jeka zapytuje, skąd przybyli ci łaskawi ludzie, a oni mu odpowiadają: „Przywiódł nas tutaj pewien głos. To jest najpiękniejsze miejsce na świecie! Każdego dnia wiatr przynosi nam śpiew nieznanego mnicha, a my słuchamy i śpiewamy razem z nim. W tym samym momencie pojawiają się najbardziej wyszukane potrawy, właśnie takie, jakimi się przed chwilą uraczyłeś."
Jeka pyta więc, czy mogliby nauczyć go tych pieśni, aby nie umarł z głodu błądząc po pustkowiu. Kompania zaczyna śpiewać... Ależ to są te same słowa i melodie, które on sam wyśpiewywał zamiatając dziedziniec! Poznaje słowa, które wychodziły z jego własnych ust i muzykę, która rodziła się w jego sercu... i która odpędzała samotność!

Zawstydzony, myśli teraz o wielkiej mądrości Taptuka, który udzielił mu nauki, jak ukochanemu synowi, a on, Jeka, w ogóle tego nie zauważył!Natychmiast żegna się i szuka drogi powrotnej do klasztoru, dokąd przybywa w środku nocy. Brama jest zamknięta. Na jego wołanie nadchodzi żona Taptuka i mówi do niego łagodnie: „Wróciłeś, Jeko? Nie wiem, czy Taptuk przyjmie cię znowu do nas. Twoje odejście bardzo go zasmuciło. Co za nieszczęście, powiedział, że opuścił mnie najukochańszy syn! Czy warto jeszcze żyć? - Ale wpuszczę cię. Połóż się na zakurzonym dziedzińcu i czekaj, aż mistrz będzie rano przechodził. Jeśli trąci cię nogą i powie: Cóż to za człowiek? Będziesz musiał opuścić nas na zawsze. Ale jeśli powie: Czy to nasz ukochany Jeka? będziesz wiedział, że znowu możesz u niego zamieszkać."


I Jeka kładzie się w kurzu. O poranku widzi, jak Taptuk zbliża się prowadzony przez żonę. Zamyka oczy i czeka. Jakaś noga dotyka go delikatnie, a głos mówi: „Czy to nasz ukochany Jeka?"
Jeka wstaje rozradowany. Śpieszy się, aby wziąć miotłę i zamiatać dziedziniec, siedem razy dziennie, aż do śmierci, kiedy to ciało jego upada w pył, ten sam, który tak długo zamiatał. Lecz jego pełne radości pieśni unoszą się i żywią tych wszystkich, którzy łakną tego pożywienia.